Pozory mylą

Spis treści

Pozory mylą

Debiut Magdaleny Chomiuk, czyli powieść obyczajowo – kryminalna w naszym wyrazistym towarzystwie! Czy przeprowadzka z miasta na wieś to faktycznie pierwszy krok do raju? Zapraszamy do lektury pierwszego rozdziału książki.

Na nocnym niebie szalała burza. Deszcz lał się strumieniami, zmieniając starannie ubitą ziemię w istne bajoro. Błyskawice rzucały co kilka sekund jasne snopy światła, a z obory dobiegały odgłosy wyraźnie zaniepokojonych zwierząt. Wiatr targał krzewami jaśminu i kładł na ziemię pierwsze w tym roku tulipany.

Z małego domu z czerwonej cegły wyszedł starszy mężczyzna. Przyodział się w płaszcz, a na głowę naciągnął kapelusz. Musiał mocno trzymać go rękoma, aby wiatr go nie porwał. Po chwili był już przemoczony do suchej nitki.

– Jesteś tu? – zawołał, lecz szum deszczu zagłuszał jego słowa.

Staruszek poszedł do stodoły. Otworzył drewniane drzwi, które wiatr wyrwał mu z ręki i szarpnął nimi mocno, o mało nie wyrywając z zawiasów. Mężczyzna zaświecił latarką, w której bateria była już na skraju wyczerpania. Słabe światło skierował na snopy, ułożonego jeden na drugim, siana. Stodoła wyglądała tak, jak zostawił ją po wieczornym obrządku. Nikogo w niej nie było.

– Gdzie jesteś?! – zawołał ponownie.

Piorun z wielkim hukiem uderzył gdzieś w pobliżu. Nagle staruszek na swoim ramieniu poczuł czyjąś dłoń. Odwrócił się gwałtownie.

– Och! Tu jesteś! Wszędzie cię szukałem! – krzyknął do towarzysza.

Ten mu nie odpowiedział. Stał w deszczu, w przemoczonym ubraniu i wpatrywał się w twarz staruszka.

– Chodź do domu, nagrzejesz się i wysuszysz – zaproponował łagodnie.

Wziął pod ramię swojego przemoczonego towarzysza i pociągnął go w kierunku domu. Ten jednak zaczął się szarpać.

– Nigdzie nie idę, puść mnie!

– Idziesz, mój drogi. Tam będzie ci najlepiej. Nie możesz sterczeć tu w taką pogodę. Przeziębisz się.

Staruszek siłą pociągnął znajomego. Po chwili byli już za drzwiami, zostawiając na drewnianej podłodze mokre plamy i ślady błota. Obaj wyglądali na przemarzniętych. Mimo wiosennej pory temperatury nie były zbyt wysokie. Gość zdenerwował się i czym prędzej chciał stąd wyjść. Staruszek zagrodził mu drzwi.

– Już dobrze! Już dobrze. Posiedzimy tu trochę, a potem sobie pójdziesz, kiedy przestanie padać – tłumaczył łagodnie.

Gość nie wyglądał na pozytywnie nastawionego do tego pomysłu. Staruszek odwrócił się i skierował kroki do pokoju. Sięgnął po słuchawkę telefonu stacjonarnego stojącego na solidnej, dębowej komodzie.

– Poczekaj, zaraz zadzwonię do… – urwał w połowie zdania.

Po chwili mężczyzna bezwładnie osunął się na mokrą, drewnianą podłogę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *