Gotowi na karuzelę emocji? Czas zatem sięgnąć po pierwszą stronę i pomóc dowiedzieć się, kim jest Bohaterka najnowszego thrillera autorstwa Agnieszki A. Milewskiej. Zapraszamy do lektury fragmentu powieści. Zapnijcie pasy!
Na początku był strach. Nagły, brutalny, odbierający oddech w piersi, stawiający wszystkie włoski na ciele na baczność, tak okrutny i niespodziewany, aż nierealny. Zaraz potem nastąpił szok. Bo przecież to, co się działo, było zupełnie niemożliwe, nie działo się naprawdę. Nie mnie. Następna przyszła panika. Walka o życie. O każdy oddech. O to, żeby nie zwariować i nie stracić przytomności. Ale najgorszy był ból. Ten fizyczny, kiedy ciało zaczęły rozrywać kawałki metalu oraz ten, który zagnieździł się w umyśle i kąsał jak stado szerszeni. Walka o każdy oddech, przeplatana strachem, szokiem, paniką i bólem rozrywała płuca w piersiach, a zwykłe: ,,Pomocy!” brzmiało jak kwilenie usypiającego niemowlęcia. Zbyt mętne, żeby ktokolwiek zwrócił na nie uwagę. Tej walki nie dało się wygrać. Od początku była skazana na niepowodzenie.
Atak z zaskoczenia, brak możliwości ucieczki, nierealność sytuacji. Cios okazał się celny i skuteczny. A ja, uwięziona w swoich spanikowanych myślach, czująca, że nie uda mi się wyjść z tego cało, wiedziałam, że to koniec. Czułam każdą komórką własnego ciała, każdym bolesnym oddechem i każdą splątaną myślą, że nie wygram. Że to, co było ważne, czego poszukiwałam, co odkryłam i o co walczyłam, zostanie pogrzebane razem ze mną. Że nie obronię nigdy tych, których kocham, że prawda umrze razem ze mną. Tracąc zmysły, ostatnią rzeczą, o której pomyślałam, było to, że mogłam być lepszym człowiekiem. Po prostu. Tylko tyle i aż tyle. I pomimo walki, bólu, strachu i szoku poddałam się ciemności. Nie miałam już sił ani powietrza. Ani nadziei. A razem z końcem przyszła lodowata ciemność, która okazała się wytchnieniem.
Ostre światło raziło mnie w oczy. Oślepiało i wwiercało się w głowę jak zimne, metalowe wiertło. Słyszałam ludzi, hałas, krzyki, czułam szarpanie. Okropnie mnie to denerwowało. Chciałam wykrzyczeć, żeby wszyscy się zamknęli i pozwolili mi odpocząć, ale nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa. Gdybym tylko mogła zaznać odrobinę ciszy, zagłuszyć ten hałas i te głosy. Chociaż na chwilę, na jedną pieprzoną sekundę! Czy tak dużo wymagam? Złość rozsadzała mi głowę.
Uniosłam dłoń, ale trafiłam na czyjeś ręce. Dość! Podniosłam się gwałtownie, patrząc na zdziwione twarze zupełnie obcych mi ludzi. Przede mną stała kobieta w poplamionym fartuchu. To chyba była krew. Co jej się stało? Ktoś próbował docisnąć mnie do materaca. Nie rozumiałam słów, które ci obcy ludzie wykrzykiwali pomiędzy sobą. Czułam, jak adrenalina pompuje krew, miałam wrażenie, że serce za chwilę wyskoczy mi z piersi. Kiedy z nimi walczyłam, chwyciłam pierwszą rękę, która próbowała mnie unieruchomić i zatopiłam w niej zęby. Usłyszałam wrzask mężczyzny, a potem nagle obraz zawirował i spowolnił. Zobaczyłam wpatrzone we mnie iskrzące czekoladowe oczy. Długi, ciągły, męczący sygnał głośno brzmiał w mojej głowie, kiedy znowu zagłębiałam się w ciemność. Ucieszyło mnie, że w końcu pozwolą mi chwilę odpocząć.
Śniłam o mężczyźnie. Szczupły, wysoki, z przyjemnie wyrzeźbionymi ramionami i smukłymi palcami. Miał ciemne blond włosy, brązowe oczy, które wnikliwie mi się przyglądały, ładnie zarysowane usta oraz piękny, prosty, wąski nos. Nachylał się nade mną i kładł chłodną, kojącą dłoń na moje rozpalone czoło. Słyszałam jego mocny, czysty głos, kiedy opowiadał mi jakieś dziwne historie o walce dobra ze złem. Przynosił spokój i ulgę. Czułam się przy nim bezpieczna.
Śniłam też o innych. O wytatuowanym, barczystym mundurowym, który mrużył oczy, patrząc na mnie. O chudej, pomarszczonej kobiecie, która dziarskim głosem zawsze mamrotała coś pod nosem. O starszym facecie ze skrzywionymi niechętnie ustami i nieprzyjemnym spojrzeniem, które ślizgało się po moim ciele. Oraz o eleganckiej kobiecie, która w młodości musiała być pięknością. Ona wydawała niezrozumiałe dla mnie komendy wszystkim innym. Wiedziałam, że jest dobrym człowiekiem. Widziałam też odrobinę bólu i chłodu w jej przejrzystym spojrzeniu. Przez kilka następnych dni miałam mętne przebłyski świadomości. Ktoś mnie o coś pytał, ktoś mnie dotykał, pomógł wstać, dojść do toalety. Potem znowu zapadałam w błogi sen, który dawał ukojenie od bólu. Aż w końcu znowu zaczęłam budzić się do życia.
Na początku to były urywki. Minuty kradzione z ciemności. Z czasem ich przybywało, a obraz stawał się wyraźniejszy. Z mgły wynurzały się postacie, widziałam więcej szczegółów, słyszałam więcej słów, miałam ochotę coś powiedzieć. Przywitać się, wstać i opowiedzieć swoją historię. Tylko jaką? Bo była jakaś historia, ale nie mogłam sobie jej przypomnieć.