Gdzie zaczynają się granice ludzkiej percepcji? Czy umysł można zaprogramować już na etapie płodu? Odpowiedzi na te pytania poszukał Kamil Rycerz na kartach powieści pod tytułem Projekt Brainstorm (Burza Mózgów).
Książka to debiut literacki Magdaleny Fuss, zrealizowany nakładem wydawnictwa Novae Res. Debiut, który – używając kolokwializmu – nie bierze jeńców, dosłownie i w przenośni.
Niektóre zbrodnie zostawiają ślady na ciele. Inne – w umyśle. Slogan z tylnej części okładki wykonał swój obowiązek i skutecznie zachęcił do zgłębienia się w historię. Oto mamy doktor Robin Wright, psychiatrę współpracującego z biurem detektywistycznym należącym do byłego policjanta, Johna McLarena. Kiedy dwójka detektywów trafia na miejsce potrójnego morderstwa, przeszłość lekarki wraca do niej z podwójnym uderzeniem: okazuje się, że zabójstwa są powiązane z jej córką, (okrutnie pozbawioną życia pięć lat wcześniej) oraz z jej dawną pracą, a konkretnie z równie tajemniczym, medycznym projektem, prowadzonym w klinice Brenox…
Wątek kryminalny został tutaj poprowadzony z drobiazgową szczegółowością. Autorka zadbała o realizm, który jednak z biegiem wydarzeń nieco się rozmywa na rzecz domysłów i wyobraźni, gdy wraz z duetem bohaterów wtapiamy się w motyw eksperymentów na żywych, zachwianych pod kątem psychiatrycznym organizmach. Typowy kryminał przeistacza się w medyczny thriller z elementami naukowej fikcji, co tylko nadaje kolorytu całej historii i – co najistotniejsze – nie nadrywa jej spójności, a to przy debiucie mogło się okazać zgubne. Fuss wychodzi z tego odważnego wyzwania obronną ręką.
Tekst broni się literacko. Nie brakuje w nim wprawdzie drobnych grzeszków debiutanta, ale nie wpływają one na odbiór całości. Finał opowieści został przedstawiony z wyważeniem domknięcia wątków oraz spektakularnością, stanowiąc jednocześnie zaproszenie do kolejnej części przygód Robin i Johna. Zaproszenie, które każdy czytelnik z pewnością ochoczo przyjmie.
Powieść dostarcza nie tylko rozrywki, ale przede wszystkim zmusza do zastanowienia. Pokazuje, że zdolności ludzkiej percepcji albo nie mają ograniczeń, albo sama wyobraźnia człowieka może te granice przesuwać tak daleko, jak daleko może posunąć się człowiek w swoim postępowaniu. Między wersami autorka chce przekazać nam jedną prawdę: nie ingerujmy w ludzki organizm, zwłaszcza w umysł, bo możemy nie tylko nie uleczyć potwora, ale stworzyć go w probówce.
Ocena ogólna: 7/10