Opowiadanie Mieczysława Bonisławskiego nakreślone w ramach tzw. realizmu magicznego. Tekst promuje premierę antologii zbioru krótkich form prozatorskich, wydanych przez twórców zrzeszonych jako Syndykat Staromiejski z Zielonej Góry. Zrecenzował Kamil Rycerz.
Opowiadanie o wdzięcznej nazwie Kurczaki na grzędzie, prosiaki przy korycie należy do antologii Chciał(a) bym Wam powiedzieć, czekając na… wydanej przez Syndykat Staromiejski z Zielonej Góry, czyli grupę pasjonatów literatury, którzy podjęli się ciekawego, ale na pozór karkołomnego zadania. Wzorem najlepszych twórców krótkich treści, takich jak Stephen King, Ernest Hemingway czy nasz Andrzej Sapkowski, chcą promować właśnie opowiadania. W dzisiejszym, czytelniczym świecie, są one traktowane jak nielubiana krewna (brzydka, samotna i bez majątku) kuzynki powieści.
Sięgając po tekst Mieczysława Bonisławskiego, wiedziałem już, czego się spodziewać. Tutaj nie koncentrujemy się na fabule, nie gnamy co tchu, przerzucając kolejne strony w oczekiwaniu na spektakularne zakończenie. Nie spieszymy się, aby posmakować literatury jak dobrego wina, którego przecież w Zielonej Górze nie brakuje.
Bonisławski lubi brać na warsztat tematy, które poprzez doświadczenie zna i które budują jego tożsamość literacką: winiarskie piwnice, Cyganów czy dyskusyjny klub literacki w oparach alkoholu i dymu. Wszystkie te kwestie, zwyczajne i życiowe przecież, miesza z fantasmagoriami spełnionego i jednocześnie niespełnionego literata. Podczas lektury poddajemy się wrażeniu zatarcia jawy z urojeniami bez żadnych oporów, niczym bohater poddający się atrakcyjnemu towarzystwu Eryni.
Duża w tym zasługa języka. Autor nie pisze; autor maluje słowem. Robi to czasami poetycko, nakreślając pejzaż, czasami dosadnie, cały czas pozostając w rytmie choreografii ruchów własnego pędzla.
Jeśli pozostałe opowiadania są przynajmniej na tym samym poziomie, co „Kurczaki…” to…czapki z głów. Zielona Góro, doceniaj swych artystów.
Ocena ogólna: 7/10