„Po drugiej stronie modlitwy” – recenzja

Spis treści

„Po drugiej stronie modlitwy” – recenzja

Demon przemawia tutaj narracyjnym głosem, by odciągnąć człowieka od Boga, a później całkowicie go zniszczyć. Debiutancka powieść grozy Pauliny Sarneckiej w recenzji autorstwa Kamila Rycerza. Portal jest patronem medialnym publikacji.

Ludzie są po to żeby żyć i tańczyć…ludzie są po to, żeby mogli walczyć…ludzie są i nie będą nigdy lepsi…

Te słowa, napisane przez Zbigniewa Hołdysa i znakomicie wyśpiewane przez zespół Lady Pank w Małej wojnie, wydają się towarzyszyć tej oryginalnej publikacji książkowej. Jest to pierwsza pełnometrażowa próba literacka Pauliny Sarneckiej. I to próba zarówno autorska, jak i wydawnicza. Wzorem komentatorów sportowych możemy zapytać: co tutaj się wydarzyło?

Całą opowieść poznajemy w narracji pierwszoosobowej, którą przejmuje demon Valak. Przejmuje on nie tylko rolę gawędziarza, ale także spełniającego proroctwo o krwi brata i łzach siostry. Za cel zniszczenia poprzez brutalne opętanie znajduje sobie rodzeństwo – Ewę i Marka, spędzających pozornie beztroskie wakacje w Palermo. Beztroska szybko zamieni się w okrutną walkę o życie ciała, a przede wszystkim życie ducha. Kiedy znajomy Markowi ksiądz Jan zauważa, że jego możliwości w temacie wypędzania złych duchów się wyczerpują, a walka ze Złym wydaje się być niemożliwa, wzywa na pomoc Karola, zwanego Rzeźnikiem – egzorcystę, który stosuje zgoła odmienne metody działania od tych znanych z produkcji Hollywood czy ze wspomnień spisanych przez Gabriele Amortha…

Temat opętania wydaje się być już wystarczająco wyeksploatowany przez literaturę oraz kino. Niemniej jednak sam pomysł swoistego oddania głosu drugiej stronie, czyli nie opętanemu, ale temu, który tego opętania dokonuje, wydaje się być nowatorski, choć nieco ryzykowny. Łatwo tutaj popaść w nadmierną ekspansję zła bardziej opisywanego niż pokazywanego przez działanie. Sarneckiej udało się zachować tajemniczość Valaka, a jego modus operandi został przedstawiony w taki sposób, że cała groza wyzierająca ze stron powieści w żaden sposób nie wydaje się plastikowa.

Duża w tym zasługa języka. Autorka udowadnia, że doświadczenie w operowaniu słowem pisanym, wyniesione z pracy copywritera, przydaje się w twórczości literackiej. Demon w jej interpretacji operuje zgrabnym, barwnym, czasem wręcz naturalistycznym językiem, którym przechodzi od tajemniczych, pozornie niewinnych podszeptów aż do opisania gehenny człowieka opętanego, który już umiera, ale jeszcze nie otrzymuje zgody na śmierć, bo jego cierpienie musi zostać przedłużone poza granice wytrzymałości.

Opisy diabelskich tortur mają także swoją – nomen omen – ciemniejszą stronę, jeśli chodzi o kształt powieści i linię fabularną. Z biegiem upływających stron przysłaniają one opowiadanie historii i stają się teledyskowym zlepkiem kolejnych makabrycznych scen.

Dla fanów horrorów i mrocznych wrażeń to pozycja obowiązkowa – z pewnością ta książka pozostanie w Was na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Dla mniej lub bardziej wierzących lektura może być okazją do refleksji nad własną religijnością. Ludzie może i nie będą nigdy lepsi, ale powinni starać się być lepszymi. Demon tylko czyha, aż odstąpicie od modlitwy…

Ocena ogólna: 5/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *